27.11.2010
Wyśmienicie

    Po zeszłotygodniowym łomocie żadne znaki na niebie i ziemi nie zapowiadały, że Lodołamacz może pokusić się o niespodziankę w potyczce z faworyzowanym zespołem Paździochów. Skoro z Legionovią przegraliśmy 0-9, a Paździochy jako jedyni stawili czoła liderującym oldbojom, to prosta logika nakazywałaby mieć przypuszczenia, że tego meczu w zasadzie nie powinniśmy wygrać. Nic bardziej mylnego! Niezapomniany Kazimierz Górski zwykł mawiać: "wszystko jest możliwe, dopóki piłka w grze" - Lodołamacz natomiast postanowił tę złotą myśl urzeczywistnić. Po dobrym i interesującym spotkaniu, kolejne, niezwykle cenne trzy punkty zostały dopisane do skromnego dotychczas konta Bianco-Verde. Za bohatera i głównego autora zwycięstwa 5-4 bezspornie należy uznać Przemka – zdobywcę 1 bramki i 2 asyst. Podkreślić należy także małą zmianę taktyczną. Lukanio cofnął się na pozycję libero, a bardziej ofensywnie zagrali nominalni obrońcy - wspomniany Przemek i Mrozek. W efekcie poprawiła się gra w ataku, choć i więcej luzu zrobiło się w obronie. Na szczęście "w piłce nożnej wygrywa ten, kto strzeli jedną bramkę więcej".
Zwycięstwo, mimo iż bardzo ważne, nie pozwoliło Lodołamaczowi wydostać się ze strefy barażowej. Ostatni w I rundzie mecz z Farciarzami staje się zatem tym bardziej istotny. Ewentualne niepowodzenie skomplikowałoby sytuację wyjściową przed rundą rewanżową.

  21.11.2010
Inny piłkarski świat

    To było tak dawno temu... II-połowa lat 90-tych. Najlepszy zespół piłkarski w Legionowie: niepowstrzymany w ataku Wojcieszkiewicz, strzelający z wolnych jak z kałasza Ziąbski, pewny w bramce Szabłowski i jeszcze kilku innych znakomitych graczy: Rostkowski, Bystros, Sarnecki, Różanowicz, Unierzyski. To była "moja Legionovia". A później... później wszystko się posypało. Mietek sprzedał mecz pomylił się przez przypadek w liczeniu kartek i MKS przegrał rywalizację o II ligę. Z czasem dawni herosi pozawieszali piłkarskie buty na kołku, a ci którzy ich zastąpili nawet odrobinę nie zbliżyli się już do tamtego poziomu. A teraz, z tymi samymi gwiazdami (a przynajmniej z większością z nich) przyszło zmierzyć się Lodołamaczowi. I w zasadzie w tym miejscu wypadałoby poprzestać. Do przerwy 0-5, na koniec 0-9. Niesamowita lekcja jak powinno się grać w piłkę, a dokładniej jak można cieszyć się z futbolu grając tzw. klepkę. Ale nie wszyscy byli zainteresowani robieniem notatek. Potfur postanowił bowiem przeforsować swoją filozofię gry - kiwanie się do skutku aż wyjdzie. Niestety nie wyszło.

  15.11.2010
Ni w pięć, ni w dzisięć

    Pod pewnym względem drużyna FC Teqili przypomina mi ostatnim czasem Polonię Warszawa. Grają sobie chłopaki, grają, nagle trzask, prask - następuje wymiana 95% składu i z Polonii robi się Groclin. Ale żeby było przewrotnie, dalej kopią sobie chłopaki przy Konwiktorskiej i noszą czarne koszulki - czyli jednak Polonia. Podobnie zrobiło się z Teqilą. Przychodzisz na mecz i nie wiesz z kim zagrasz. Rok temu faktycznie była to jeszcze Teqila. Pół roku temu już przyszła Łódka Bols, a wczoraj... Kwas Kot. Chociaż Kwas-Kot to jakby do końca też nie był, bo z nimi to jakoś za każdym razem wygrywaliśmy. 6 potyczek - komplet punktów i bilans 28-6. Imponujące prawda? A może to Lodołamacz taki słaby? No bo żeby nie poradzić sobie z outsiderem? Żeby dosłownie w ostatnich minutach musieć wyszarpać remis? Cóż, jakby to powiedział Dariusz Szpaq Szpakowski: "jak się nie ma lubi, tego co się lubi, to się lubi co się ma". W każdym razie mecz mógł się podobać - dużo akcji, dużo dramaturgii. W dodatku ta końcówka. Lodołamacz w sumie nie zagrał wybitnego meczu, ale przynajmniej nareszcie pokazał charakterek. Jak za dawnych czasów, mimo niekorzystnego wyniku, szarpnął jeszcze na finiszu i z 2-4 udało się wyciągnąć remis 4-4. Z przekroju meczu, podział punktów można jednak uznać za sprawiedliwy. Niedosyt wszakże pozostał po obu stronach.

  07.11.2010
W bólach, ale do przodu

    Wreszcie kibice Lodołamacza doczekali się przekonującego zwycięstwa Biało-Zielonych. W potyczce z Fuero w zasadzie było wszystko to, czego oczekuje się od zwycięskiej drużyny - przewaga w posiadaniu piłki, gra głównie na połowie przeciwnika, górowanie w liczbie akcji i strzałów. Jednak pomimo tego wszystkiego, po pierwszej połowie zwycięstwo nie było takie oczywiste. Lodołamacz powinien prowadzić jakieś 4 lub 5 do zera, lecz przewrotność losu chciała, że to właśnie Fuero przeprowadziło jedną akcję (a dokładniej wykorzystało nieporozumienie w obronie) i jedyny strzał w światło bramki zamienił się na gola. W drugiej połowie na szczęście udało się przełamać tą bezsilność. Mecz wyraźnie się otworzył, na czym skorzystali w szczególności kibice. Odważniej zaatakował Lodołamacz, ale i Fuero niejednokrotnie przeprowadziło efektowną kontrę. I choć niemoc strzelecka była dotychczas największą naszą zmorą, tym razem udało się wpakować rywalowi aż 5 bramek (choć w sumie powinno ich być z 10). A że bardzo dobrze spisywał się również cały blok defensywny, w efekcie Lodołamacz odniósł zasłużone zwycięstwo 5-2.

  24.10.2010
Brak słów

    Znowu pół składu nie przyszło. Po raz kolejny... ehh. Po chwilowym przebłysku formy w meczu ze Standardem niewiele pozostało. Z Eską Lodołamacz zagrał kompromitująco słabo i przegrał 1-7 (0-1). Honorowe trafienie zaliczył Kabacz.

  17.10.2010
Zwycięstwo!!!

    Historia zatoczyła koło. Dokładnie 13.06.2009 po zwycięstwie nad Standardem wystrzeliły korki szampanów na znak zapewnionego mistrzostwa II ligi. Rozległy się chóralne śpiewy "nie dla nas jest porażki smak, nie dla nas forma zła" i... i jakby zapadła klątwa. Jakby jakieś tajemne fatum chciało, aby to nie dla nas był zwycięstw smak. Przez szesnaście miesięcy (w tym zima i lato) Lodołamacz zbierał tęgie baty, aż w końcu przyszedł mecz... nomen omen ze Standardem. I stało się! Klątwa została przełamana i upragnione zwycięstwo jest już faktem. Lodołamacz przeważał, grał solidnie i wreszcie zatriumfował - 4-3 po bramkach: Przemka (2), Szamana i Mrozka. Ale jest też łyżka dziegciu w tej beczce miodu - absolutnie fatalna skuteczność w ataku. Mniejsza o to, zwycięzców się nie sądzi. Jedynie rzucę małą ciekawostkę. Mianowicie to jak wielkie zmiany zaszły w tzw. międzyczasie w składzie Lodołamacza, mogą zobrazować dwie liczby: 7 - tylu graczy z poprzedniego meczu ze Standardem tym razem nie wystąpiło; 6 - to natomiast liczba nowych zawodników (w tym takich co po latach wrócili do kadry). To prawdziwa rewolucja.

  02.10.2010
Pierwsza jaskółka

    No niby wypadałoby się cieszyć, bo mamy pierwszy punkt i pasmo porażek zostało w końcu wstrzymane. Wypadałoby chyba być zadowolonym z przyzwoitej gry w obronie, bo ostatnio tak czysto (tylko jedna bramka stracona) było w marcu 2009 (8-0 z Kwas Kotem). Ale... to spotkanie naprawdę można było wygrać! Nie umniejszając nic aktualnemu mistrzowi III ligi - była to absolutnie drużyna w zasięgu. Wystarczyło tylko więcej pobiegać. Ale jak nie przychodzi pięć osób, to o coś takiego w istocie trudno. Na przyszłość: wiadomo, różne są sytuacje losowe, ale panowie - jak ktoś nie może zagrać to niech wyśle sms. Jak 0,20 zł to zbyt duży wydatek, to niech chociaż wyśle e-mail... Żeby jednak nie było tak całkiem krytycznie, pochwały należą się Kubie - 67-mu w historii reprezentantowi Lodołamacza. W swoim debiucie strzelił bramkę, ale myślę, że to nie ostatnie jego trafienie w tym sezonie.

  27.09.2010
Piłkarska katastrofa

    Działy wyniki i tabela zaktualizowane zostały o ramowy terminarz spotkań. Zgodnie z nim wszyscy piłkarze i kibice muszą uzbroić się w cierpliwość, ponieważ na najciekawsze spotkanie z oldbojami Legionovii przyjdzie jeszcze poczekać. Starcie z "Ziąbskim i spółką" dopiero w połowie listopada, tymczasem przyszło mierzyć się z PEC Legionowo. I to z fatalnym skutkiem, choć początek wcale tego nie zapowiadał. Po golu Kabacz na 1-0 wydawało się bowiem, że wszystko zmierza we właściwym kierunku - czytaj upragnionego zwycięstwa. Nic bardziej mylnego. Najpierw kuriozalnie stracona bramka. A potem druga, i trzecia i... Skończyło się na 1-6 i bynajmniej wszystkiego nie można zrzucić na brak bramkrza. To był po prostu słaaaby mecz.

  19.09.2010
Reprezentacyjny Lodołamacz cd.

    Niekończące się pasmo porażek trwa. Reprezentacja w rankingu FIFA spada za Ugandę i Mali, podczas gdy Lodołamacz nie był w stanie stawić czoła drużynie, która w zeszłym sezonie była w II lidze 9... Co ciekawe Przystanek zasadniczo nigdy nam za bardzo nie leżał. Przykładowo w ostatniej konfrontacji ponad rok temu prowadziliśmy 1-0 by przegrać 1-2. Tym razem prowadziliśmy 2-1 by... przegrać 2-4. Wyśmienite spotkanie rozegrał na bramce Mateusz - bezspornie nowa gwiazda Lodołamacza, ale jeden goalkeeper sam meczu nie wygra. Obrona dopiero uczy się grać bez Krawca i Mumina, a do tego dochodzi kłopot w ataku - klub rozpoczął poszukiwania napastnika, bo Kabaczowi już się chyba znudziło. Na razie zadebiutował Paweł, ale mimo udziału przy pierwszej bramce, nie udało mu się przejąć ciężaru całej gry. Pare ciekawych akcji mimo wszystko jednak było i to napawa odrobiną optymizmu.

  13.09.2010
Prawie jak Orły Smudy

    Polska - Hiszpania 0-6. Lodołamacz - Szkoda Czasu 0-6. Uderzające podobieństwo? No prawie... Ale oba mecze to początek przebudowy zespołów. I w obu nie wynik był najważniejszy. No prawie nie... W każdym razie Lodołamacz zaeksperymentował. Pograł nieco zmienionym ustawieniem i nieco bardziej zmienionym składem. Jakkolwiek z pozoru wynik tego może nie potwierdzać, to z dobrej strony zaprezentował się nowy bramkarz - wychowanek Legionovii - Mateusz. Dobrze zagrał także inny, nowy zawodnik Przemek i... to by było na tyle. Reszta po staremu. Wysoka porażka. Ostatnie miejsce w tabeli. Marazm. Ale jak już jesteśmy przy podobieństwach do kadry narodowej, to ja mimo wszystko jestem optymistą. Tak jak Franek Smuda ;)

  14.08.2010
Draft

    Uwaga! Lodołamacz ogłasza nabór do sekcji piłkarskiej! Aktualnie poszukujemy zawodników na pozycje: bramkarz i środkowy obrońca. Przyda się również kreatywny rozgrywający. Od kandydatów oczekujemy:

  • umiejętności w miarę prostego kopnięcia piłki,
  • opłacenie składki za całą drużynę
  • głodu zwycięstw
  • doświadczenia w I lub II lidze LALP, albo w Legionovii itp.

  24.07.2010
Jasna strona księżyca

    I stało się - trzynasty sezon Lodołamacza w Legionowskich Szóstkach mamy już z czachy. Uff, nareszcie - chciałoby się dodać, bo jak mizerna i mało satysfakcjonująca była to przeprawa nikomu chyba nie trzeba za bardzo przypominać. Ale czy rzeczywiście to ta trzynastka była taka pechowa? Czy istotnie wszystko co wydarzyło się w ciągu minionego sezonu było takie tragiczne? Zapraszam na małe podsumowanie.
Na minus: ostatnie miejsce w pierwszej lidze, bez ani jednego zwycięstwa w 22 meczach i ledwie 3 punkty na koncie. Wyrównaliśmy tym samym dwa niechlubne rekordy Ekstraklasy: zespołu AC Spoyler z 1999 r. i Desperados z 2009. Z tym że AC Spoyler trzy punkty uciułał w 18 spotkaniach, a Desperados raptem w 10 (po I rundzie wycofał się z rozgrywek).
Na plus: Ekstraklasa to jednak Ekstraklasa. Przynależność do grona legionowskiej elity piłkarskiej przez kilkanaście lat mogła być tylko marzeniem. Niegdyś byliśmy na samiuteńkim dnie całej Ligi Szóstek, a przecież rok tomu cieszyliśmy się z mistrzostwa II ligi, i w dodatku teraz jesteśmy w pierwszej trzydziestce rankingu wszechczasów. Owszem ta Ekstraklasa nas przerosła i się w niej piłkarsko skompromitowaliśmy, ale czy wstydem jest być najgorszym wśród najlepszych? Czy jeśli Lech Poznań awansuje do Ligi Mistrzów i przegra tam wszystko co się da, to czy będzie to obciach? Pewnie tak, ale wiele osób, wiele by dało żeby takiego obciachu doświadczyć.
Na minus: porażki to jakby jedna para kaloszy, ale styl to druga. W siedemnastu meczach traciliśmy pięć lub więcej bramek, z czego dwukrotnie jedenaście. Rywale regularnie udowadniali nam, że awans był przypadkowy i nie zasługujemy na przynależność do najlepszych. Uwypuklone zostały wszystkie mankamenty naszej gry: od fatalnego przygotowania fizycznego począwszy, na braku jakiejś głębszej koncepcji gry skończywszy.
Na plus: marne to pocieszenie, ale w każdym meczu strzeliliśmy przynajmniej jednego gola, a niektóre z nich śmiało mogłyby kandydować do miana bramki kolejki. Przez skromność nie wspomnę chociażby o moich dwóch trafieniach wbitych mistrzowi - Boce Juniors :p No a poza tym nieraz nieźle napędziliśmy stracha rywalom. Przede wszystkim należy wspomnieć o trzech remisach z: Cnarinhos, KS Tęczą i Szkoda Czasu. Do przerwy prowadziliśmy w obu spotkaniach z ówczesnym mistrzem - Formacją. W rewanżu prowadziliśmy nawet 3-0 z Canarinhos, ale... coż... ten tego... ładną mamy dzisiaj pogodę :p
Na minus: mocno posypała się kadra, która sięgała po drugoligowe mistrzostwo. Kontuzje wyeliminowały najbardziej wartościowych graczy (w nawiasie liczba bramek w sezonie 2008/09): Ziza (18), Karola (18), Darka (5). Przez sporą część sezonu pauzowali także: Kabanos (łącznie 316 bramek w Lidze Szóstek) i Krawiec, a na domiar złego 5 spotkań rozegraliśmy bez bramkarza. Ale to nie koniec kłopotów - Krawiec finalizuje właśnie kontrakt z Formacją, a zakończenie kariery zapowiedział Ziom.
Na plus: Lodołamacz gra w Szóstkach od ponad trzynastu lat i nic nie zapowiada przerwania tej passy. Menedżer Chmielu już szuka uzupełnień. Na razie szczegóły nie będą upubliczniane, ale zanosi się na bardzo ciekawe transfery. Dla znawców lokalnej piłki część z nich może być nawet bardzo nieoczekiwana. Kto wie, może dojdzie też do jakiegoś spektakularnego powrotu? Problem wszakże ciągle jest ten sam - linia ataku. Miniony sezon pokazał, że niestety nie mamy alternatywy dla Kabanosa.
P.s.
Na koniec dwa słowa jeszcze o mini-skandalu jaki ujawnili nasi reporterzy w kontekście klasyfikacji najlepszych strzelców I ligi. W ostatecznym rozrachunku na piątej pozycji z 25 trafieniami uplasował się Kabanos. W sumie dobry wynik i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że... 3 prawidłowo strzelone przez niego bramki w meczu z Canarinhos, oficjalnie zaliczone zostały Ziomowi - bramkarzowi... Cóż teraz możemy tylko poteoretyzować: w rzeczywistości Kabaczowi zabrakło do korony króla strzelców 6 bramek (Grzelak i Ćwikliński mieli po 33 gole), a w 6 ostatnich spotkaniach nie grał z powodu kontuzji. Czy gdyby grał, zdobyłby te bramki? Pewnie tak - w meczach z tymi samymi drużynami w pierwszej rundzie strzelił ich 11. Ale czy wtedy Zarząd uznałby, zgodnie z zasadami fair play, uczciwie zdobyte z Kanarkami trafienia? Czy też, niczym FIFA, twardo stałby w obronie sędziego (notabene do dziś nie ustalono kto to był), który tak niefortunnie "pomylił się" wypełniając protokół? Co ciekawe również bramka Romana z tego meczu zaliczona była Ziomowi. Na szczęście odpowiedzi na powyższe pytania nigdy nie poznamy.

  05.07.2010
"Awans" do drugiej ligi

    Lodołamacz vs. Łódka Bols (alias FC Teqila) 2-11. Bramki: Choda i Mumin. Niebawem małe podsumowanie sezonu.

  28.06.2010
Mistrzowska potyczka

    Nie żeby aż tak wysoki był poziom konfrontacji z Formacją, ale to był akurat ten mecz, gdzie na przeciwko siebie stanęli mistrzowie (bądź co bądź aktualni jeszcze): pierwszej i drugiej ligi. I uwaga - do przerwy nie było wiadomo, kto której ligi był mistrzem, bo niespodziewanie 2-0 prowadził Lodołamacz (obie bramki Sławka). Co się odwlecze, to... no wiadomo co przysłowie rzecze. Z 2-0 zrobiło się 2-5, a grający bez zmian piłkarze Lodołamacza zamiast 3 punktów, zbierali z murawy resztki wyplutych płuc.

  15.06.2010
Niczym Francja na Mundialu

    Lodołamacz vs. FC Mickiewicza 1-4. Bramkę zdobył... ci co byli to widzieli: kto i jaką efektowną ;)

  08.06.2010
Sportowy weekend

   

KS Tęcza 3-5 (Szaman x2, Rycerz)
Szkoda Czasu 2-7 (Sławek, Mumin)

  23.05.2010
Końcowe odliczanie

    Lodołamacz vs. Copa Cabana 2-6 (0-1). W sumie nie taki zły mecz. Do przerwy przyzwoita koncentracja w obronie, czasem jakieś zagrożenie bramki przeciwnika. W drugiej padły nawet gole: Mańka i Szamana, a w tzw. międzyczasie dwukrotnie poprzeczkę obił Mumin. Nie zmienia to jednak faktu, że przeciwnik był po prostu lepszy.

  17.05.2010
Bukmacherzy nie przyjmowali zakładów

    Lodołamacz vs. Skansen Sobieskiego 2-5 (1-3). Bramki: Kabacz x2... ale jakby do tego dodać stu, a nawet dwustuprocentowe sytuacje Szamana i Kabacza, oraz to, że straciliśmy bramkę po karnym z kapelusza (teatralny upadek napastnika Skansenu) to nie byłoby tak najgorzej ;)

  09.05.2010
One man show

    Lodołamacz vs. Pub Gryff 2-9. Bramki: Kabacz x2.

  25.04.2010
Ale urwał ;)

    Gdybyśmy wygrali z Boca Juniors to nawet pokusiłbym się o szczegółową relację z meczu. Napisałbym jak to Lodołamacz wzniósł się na wyżyny umiejętności i pokonał lidera klasyfikacji wszechczasów Legionowskiej Ligi Szóstek. Gdybyśmy wygrali nie omieszkałbym też szczegółowo opisać ozdoby spotkania i zarazem bramki kolejki. Napisałbym jak Cygi dostrzegł wybiegającego przed zagapionych obrońców Boci Chmiela i zagrał doń idealnie w tempo wyśmienite krosowe podanie. Nie zapomniałbym napomknąć jak Chmielu dostrzegł niepewność i zawahanie w oczach Dolara (bramkarza Boci), jak w ułamku sekundy znalazł maluteńki skrawek niepilnowanej powierzchni bramki, oraz jak precyzyjnym, technicznym i zarazem niesłychanie efektownym strzałem z voleya posłał tam futbolówkę. Gdybyśmy wygrali z pewnością skleiłbym parę zdań i o drugim golu Chmiela, o trzecim (a dokładniej pierwszym w meczu) trafieniu Potfora, o tym, o tamtym. Gdybyśmy...
A zresztą... wynik 3-9 mówi sam za siebie.

  28.03.2010
Gramy jak... zwykle

    Nawet 3-0 po piętnastu minutach meczu z Canarinhos to za mało, aby Lodołamacz odniósł pierwsze zwycięstwo... Tym samym notujemy kolejną - 10 w tym sezonie porażkę 5-7. Bramki: Kabacz x3, Maniek oraz Mrozek.

  22.03.2010
Strzelanie do kaczek

    Lodołamacz vs. Enen 2-11. Bramki: Choda, Kabacz

  15.03.2010
Blamaż...

    Lodołamacz vs. FC Teqila 4-9 (1-3). Bramki: Kabacz x3, Cygi