Po zeszłotygodniowym łomocie żadne znaki na niebie i ziemi nie zapowiadały, że Lodołamacz może pokusić się o niespodziankę
w potyczce z faworyzowanym zespołem Paździochów. Skoro z Legionovią przegraliśmy 0-9, a Paździochy jako jedyni stawili
czoła liderującym oldbojom, to prosta logika nakazywałaby mieć przypuszczenia, że tego meczu w zasadzie nie powinniśmy
wygrać. Nic bardziej mylnego! Niezapomniany Kazimierz Górski zwykł mawiać: "wszystko jest możliwe, dopóki piłka w grze" -
Lodołamacz natomiast postanowił tę złotą myśl urzeczywistnić. Po dobrym i interesującym spotkaniu, kolejne, niezwykle
cenne trzy punkty zostały dopisane do skromnego dotychczas konta Bianco-Verde. Za bohatera i głównego autora zwycięstwa
5-4 bezspornie należy uznać Przemka zdobywcę 1 bramki i 2 asyst. Podkreślić należy także małą zmianę taktyczną. Lukanio
cofnął się na pozycję libero, a bardziej ofensywnie zagrali nominalni obrońcy - wspomniany Przemek i Mrozek. W efekcie
poprawiła się gra w ataku, choć i więcej luzu zrobiło się w obronie. Na szczęście "w piłce nożnej wygrywa ten, kto strzeli
jedną bramkę więcej".
Zwycięstwo, mimo iż bardzo ważne, nie pozwoliło Lodołamaczowi wydostać się ze strefy barażowej. Ostatni w I rundzie
mecz z Farciarzami staje się zatem tym bardziej istotny. Ewentualne niepowodzenie skomplikowałoby sytuację wyjściową
przed rundą rewanżową.
21.11.2010
Inny piłkarski świat
To było tak dawno temu... II-połowa lat 90-tych. Najlepszy zespół piłkarski w
Legionowie: niepowstrzymany w ataku Wojcieszkiewicz, strzelający z wolnych jak z kałasza Ziąbski, pewny w bramce
Szabłowski i jeszcze kilku innych znakomitych graczy: Rostkowski, Bystros, Sarnecki, Różanowicz, Unierzyski. To
była "moja Legionovia". A później... później wszystko się posypało. Mietek sprzedał mecz pomylił się przez przypadek
w liczeniu kartek i MKS przegrał rywalizację o II ligę. Z czasem dawni herosi pozawieszali piłkarskie buty na kołku,
a ci którzy ich zastąpili nawet odrobinę nie zbliżyli się już do tamtego poziomu. A teraz, z tymi samymi gwiazdami
(a przynajmniej z większością z nich)
przyszło zmierzyć się Lodołamaczowi. I w zasadzie w tym miejscu wypadałoby poprzestać. Do przerwy 0-5, na koniec 0-9.
Niesamowita lekcja jak powinno się grać w piłkę, a dokładniej jak można cieszyć się z futbolu grając tzw. klepkę. Ale
nie wszyscy byli zainteresowani robieniem notatek. Potfur postanowił bowiem przeforsować swoją filozofię gry - kiwanie
się do skutku aż wyjdzie. Niestety nie wyszło.
15.11.2010
Ni w pięć, ni w dzisięć
Pod pewnym względem drużyna FC Teqili przypomina mi ostatnim czasem Polonię Warszawa.
Grają sobie chłopaki, grają, nagle trzask, prask - następuje wymiana 95% składu i z Polonii robi się Groclin. Ale
żeby było przewrotnie, dalej kopią sobie chłopaki przy Konwiktorskiej i noszą czarne koszulki - czyli jednak Polonia.
Podobnie zrobiło się z Teqilą. Przychodzisz na mecz i nie wiesz z kim zagrasz. Rok temu faktycznie była to jeszcze
Teqila. Pół roku temu już przyszła Łódka Bols, a wczoraj... Kwas Kot. Chociaż Kwas-Kot to jakby do końca też nie był,
bo z nimi to jakoś za każdym razem wygrywaliśmy. 6 potyczek - komplet punktów i bilans 28-6. Imponujące prawda? A może
to Lodołamacz taki słaby? No bo żeby nie poradzić sobie z outsiderem? Żeby dosłownie w ostatnich minutach musieć
wyszarpać remis? Cóż, jakby to powiedział Dariusz Szpaq Szpakowski: "jak się nie ma lubi, tego co się lubi, to się
lubi co się ma". W każdym razie mecz mógł się podobać - dużo akcji, dużo dramaturgii. W dodatku ta końcówka. Lodołamacz
w sumie nie zagrał wybitnego meczu, ale przynajmniej nareszcie pokazał charakterek. Jak za dawnych czasów, mimo
niekorzystnego wyniku, szarpnął jeszcze na finiszu i z 2-4 udało się wyciągnąć remis 4-4. Z przekroju meczu, podział
punktów można jednak uznać za sprawiedliwy. Niedosyt wszakże pozostał po obu stronach.
07.11.2010
W bólach, ale do przodu
Wreszcie kibice Lodołamacza doczekali się przekonującego zwycięstwa Biało-Zielonych.
W potyczce z Fuero w zasadzie było wszystko to, czego oczekuje się od zwycięskiej drużyny - przewaga w posiadaniu
piłki, gra głównie na połowie przeciwnika, górowanie w liczbie akcji i strzałów. Jednak pomimo tego wszystkiego, po
pierwszej połowie zwycięstwo nie było takie oczywiste. Lodołamacz powinien prowadzić jakieś 4 lub 5 do zera, lecz
przewrotność losu chciała, że to właśnie Fuero przeprowadziło jedną akcję (a dokładniej wykorzystało nieporozumienie
w obronie) i jedyny strzał w światło bramki zamienił się na gola. W drugiej połowie na szczęście udało się przełamać
tą bezsilność. Mecz wyraźnie się otworzył, na czym skorzystali w szczególności kibice. Odważniej zaatakował Lodołamacz,
ale i Fuero niejednokrotnie przeprowadziło efektowną kontrę. I choć niemoc strzelecka była dotychczas największą naszą
zmorą, tym razem udało się wpakować rywalowi aż 5 bramek (choć w sumie powinno ich być z 10). A że bardzo dobrze
spisywał się również cały blok defensywny, w efekcie Lodołamacz odniósł zasłużone zwycięstwo 5-2.
24.10.2010
Brak słów
Znowu pół składu nie przyszło. Po raz kolejny... ehh. Po chwilowym przebłysku formy w meczu
ze Standardem niewiele pozostało. Z Eską Lodołamacz zagrał kompromitująco słabo i przegrał 1-7 (0-1). Honorowe trafienie zaliczył
Kabacz.
17.10.2010
Zwycięstwo!!!
Historia zatoczyła koło. Dokładnie 13.06.2009 po zwycięstwie nad Standardem wystrzeliły korki szampanów na znak
zapewnionego mistrzostwa II ligi. Rozległy się chóralne śpiewy "nie dla nas jest porażki smak, nie dla nas forma
zła" i... i jakby zapadła klątwa. Jakby jakieś tajemne fatum chciało, aby to nie dla nas był zwycięstw smak. Przez
szesnaście miesięcy (w tym zima i lato) Lodołamacz zbierał tęgie baty, aż w końcu przyszedł mecz... nomen omen
ze Standardem. I stało się! Klątwa została przełamana i upragnione zwycięstwo jest już faktem. Lodołamacz
przeważał, grał solidnie i wreszcie zatriumfował - 4-3 po bramkach: Przemka (2), Szamana i Mrozka. Ale jest
też łyżka dziegciu w tej beczce miodu - absolutnie fatalna skuteczność w ataku. Mniejsza o to, zwycięzców się
nie sądzi. Jedynie rzucę małą ciekawostkę. Mianowicie to jak wielkie zmiany zaszły w tzw. międzyczasie w składzie
Lodołamacza, mogą zobrazować dwie liczby: 7 - tylu graczy z poprzedniego meczu ze Standardem tym razem nie
wystąpiło; 6 - to natomiast liczba nowych zawodników (w tym takich co po latach wrócili do kadry). To prawdziwa rewolucja.
02.10.2010
Pierwsza jaskółka
No niby wypadałoby się cieszyć, bo mamy pierwszy punkt i pasmo porażek zostało w końcu wstrzymane. Wypadałoby chyba być
zadowolonym z przyzwoitej gry w obronie, bo ostatnio tak czysto (tylko jedna bramka stracona) było w marcu 2009 (8-0
z Kwas Kotem). Ale... to spotkanie naprawdę można było wygrać! Nie umniejszając nic aktualnemu mistrzowi III ligi -
była to absolutnie drużyna w zasięgu. Wystarczyło tylko więcej pobiegać. Ale jak nie przychodzi pięć osób, to o coś
takiego w istocie trudno. Na przyszłość: wiadomo, różne są sytuacje losowe, ale panowie - jak ktoś nie może zagrać to
niech wyśle sms. Jak 0,20 zł to zbyt duży wydatek, to niech chociaż wyśle e-mail... Żeby jednak nie było tak całkiem
krytycznie, pochwały należą się Kubie - 67-mu w historii reprezentantowi Lodołamacza. W swoim debiucie strzelił bramkę,
ale myślę, że to nie ostatnie jego trafienie w tym sezonie.
27.09.2010
Piłkarska katastrofa
Działy wyniki i tabela zaktualizowane zostały o ramowy terminarz spotkań. Zgodnie z nim wszyscy piłkarze
i kibice muszą uzbroić się w cierpliwość, ponieważ na najciekawsze spotkanie z oldbojami Legionovii przyjdzie jeszcze poczekać.
Starcie z "Ziąbskim i spółką" dopiero w połowie listopada, tymczasem przyszło mierzyć się z PEC Legionowo. I to z fatalnym skutkiem,
choć początek wcale tego nie zapowiadał. Po golu Kabacz na 1-0 wydawało się bowiem, że wszystko zmierza we właściwym kierunku - czytaj
upragnionego zwycięstwa. Nic bardziej mylnego. Najpierw kuriozalnie stracona bramka. A potem druga, i trzecia i... Skończyło się
na 1-6 i bynajmniej wszystkiego nie można zrzucić na brak bramkrza. To był po prostu słaaaby mecz.
19.09.2010
Reprezentacyjny Lodołamacz cd.
Niekończące się pasmo porażek trwa. Reprezentacja w rankingu FIFA spada za Ugandę i Mali,
podczas gdy Lodołamacz nie był w stanie stawić czoła drużynie, która w zeszłym sezonie była w II lidze 9... Co ciekawe Przystanek
zasadniczo nigdy nam za bardzo nie leżał. Przykładowo w ostatniej konfrontacji ponad rok temu prowadziliśmy 1-0 by przegrać 1-2.
Tym razem prowadziliśmy 2-1 by... przegrać 2-4. Wyśmienite spotkanie rozegrał na bramce Mateusz - bezspornie nowa gwiazda Lodołamacza,
ale jeden goalkeeper sam meczu nie wygra. Obrona dopiero uczy się grać bez Krawca i Mumina, a do tego dochodzi kłopot w ataku -
klub rozpoczął poszukiwania napastnika, bo Kabaczowi już się chyba znudziło. Na razie zadebiutował Paweł, ale mimo udziału przy
pierwszej bramce, nie udało mu się przejąć ciężaru całej gry. Pare ciekawych akcji mimo wszystko jednak było i to napawa odrobiną
optymizmu.
13.09.2010
Prawie jak Orły Smudy
Polska - Hiszpania 0-6. Lodołamacz - Szkoda Czasu 0-6. Uderzające podobieństwo?
No prawie... Ale oba mecze to początek przebudowy zespołów. I w obu nie wynik był najważniejszy. No prawie nie... W każdym
razie Lodołamacz zaeksperymentował. Pograł nieco zmienionym ustawieniem i nieco bardziej zmienionym składem. Jakkolwiek
z pozoru wynik tego może nie potwierdzać, to z dobrej strony zaprezentował się nowy bramkarz - wychowanek Legionovii - Mateusz.
Dobrze zagrał także inny, nowy zawodnik Przemek i... to by było na tyle. Reszta po staremu. Wysoka porażka. Ostatnie miejsce w
tabeli. Marazm. Ale jak już jesteśmy przy podobieństwach do kadry narodowej, to ja mimo wszystko jestem optymistą. Tak jak
Franek Smuda ;)
14.08.2010
Draft
Uwaga! Lodołamacz ogłasza nabór do sekcji piłkarskiej! Aktualnie poszukujemy zawodników na pozycje: bramkarz i środkowy
obrońca. Przyda się również kreatywny rozgrywający. Od kandydatów oczekujemy:
umiejętności w miarę prostego kopnięcia piłki,
opłacenie składki za całą drużynę
głodu zwycięstw
doświadczenia w I lub II lidze LALP, albo w Legionovii itp.
24.07.2010
Jasna strona księżyca
I stało się - trzynasty sezon Lodołamacza w Legionowskich Szóstkach mamy już z czachy. Uff, nareszcie - chciałoby się dodać,
bo jak mizerna i mało satysfakcjonująca była to przeprawa nikomu chyba nie trzeba za bardzo przypominać. Ale czy rzeczywiście
to ta trzynastka była taka pechowa? Czy istotnie wszystko co wydarzyło się w ciągu minionego sezonu było takie tragiczne?
Zapraszam na małe podsumowanie.
Na minus: ostatnie miejsce w pierwszej lidze, bez ani jednego zwycięstwa w 22 meczach i ledwie 3 punkty na koncie.
Wyrównaliśmy tym samym dwa niechlubne rekordy Ekstraklasy: zespołu AC Spoyler z 1999 r. i Desperados z 2009. Z tym że AC
Spoyler trzy punkty uciułał w 18 spotkaniach, a Desperados raptem w 10 (po I rundzie wycofał się z rozgrywek).
Na plus: Ekstraklasa to jednak Ekstraklasa. Przynależność do grona legionowskiej elity piłkarskiej przez kilkanaście
lat mogła być tylko marzeniem. Niegdyś byliśmy na samiuteńkim dnie całej Ligi Szóstek, a przecież rok tomu cieszyliśmy się
z mistrzostwa II ligi, i w dodatku teraz jesteśmy w pierwszej trzydziestce rankingu wszechczasów. Owszem ta Ekstraklasa nas
przerosła i się w niej piłkarsko skompromitowaliśmy, ale czy wstydem jest być najgorszym wśród najlepszych? Czy jeśli Lech
Poznań awansuje do Ligi Mistrzów i przegra tam wszystko co się da, to czy będzie to obciach? Pewnie tak, ale wiele osób,
wiele by dało żeby takiego obciachu doświadczyć.
Na minus: porażki to jakby jedna para kaloszy, ale styl to druga. W siedemnastu meczach traciliśmy pięć lub
więcej bramek, z czego dwukrotnie jedenaście. Rywale regularnie udowadniali nam, że awans był przypadkowy i nie
zasługujemy na przynależność do najlepszych. Uwypuklone zostały wszystkie mankamenty naszej gry: od fatalnego przygotowania
fizycznego począwszy, na braku jakiejś głębszej koncepcji gry skończywszy.
Na plus: marne to pocieszenie, ale w każdym meczu strzeliliśmy przynajmniej jednego gola, a niektóre z nich
śmiało mogłyby kandydować do miana bramki kolejki. Przez skromność nie wspomnę
chociażby o moich dwóch trafieniach wbitych mistrzowi - Boce Juniors :p No a poza tym nieraz nieźle
napędziliśmy stracha rywalom. Przede wszystkim należy wspomnieć o trzech remisach z: Cnarinhos, KS Tęczą i Szkoda
Czasu. Do przerwy prowadziliśmy w obu spotkaniach z ówczesnym mistrzem - Formacją. W rewanżu prowadziliśmy nawet
3-0 z Canarinhos, ale... coż... ten tego... ładną mamy dzisiaj pogodę :p
Na minus: mocno posypała się kadra, która sięgała po drugoligowe mistrzostwo. Kontuzje wyeliminowały najbardziej
wartościowych graczy (w nawiasie liczba bramek w sezonie 2008/09): Ziza (18), Karola (18), Darka (5). Przez sporą część
sezonu pauzowali także: Kabanos (łącznie 316 bramek w Lidze Szóstek) i Krawiec, a na domiar złego 5 spotkań rozegraliśmy
bez bramkarza. Ale to nie koniec kłopotów - Krawiec finalizuje właśnie kontrakt z Formacją, a zakończenie kariery
zapowiedział Ziom.
Na plus: Lodołamacz gra w Szóstkach od ponad trzynastu lat i nic nie zapowiada przerwania tej passy. Menedżer
Chmielu już szuka uzupełnień. Na razie szczegóły nie będą upubliczniane, ale zanosi się na bardzo ciekawe transfery.
Dla znawców lokalnej piłki część z nich może być nawet bardzo nieoczekiwana. Kto wie, może dojdzie też do jakiegoś
spektakularnego powrotu? Problem wszakże ciągle jest ten sam - linia ataku. Miniony sezon pokazał, że niestety nie
mamy alternatywy dla Kabanosa.
P.s.
Na koniec dwa słowa jeszcze o mini-skandalu jaki ujawnili nasi reporterzy w kontekście klasyfikacji najlepszych strzelców I
ligi. W ostatecznym rozrachunku na piątej pozycji z 25 trafieniami uplasował się Kabanos. W sumie dobry wynik i nie byłoby w
tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że... 3 prawidłowo strzelone przez niego bramki w meczu z Canarinhos, oficjalnie
zaliczone zostały Ziomowi - bramkarzowi... Cóż teraz możemy tylko poteoretyzować: w rzeczywistości Kabaczowi zabrakło do
korony króla strzelców 6 bramek (Grzelak i Ćwikliński mieli po 33 gole), a w 6 ostatnich spotkaniach nie grał z powodu
kontuzji. Czy gdyby grał, zdobyłby te bramki? Pewnie tak - w meczach z tymi samymi drużynami w pierwszej rundzie strzelił
ich 11. Ale czy wtedy Zarząd uznałby, zgodnie z zasadami fair play, uczciwie zdobyte z Kanarkami trafienia? Czy też, niczym
FIFA, twardo stałby w obronie sędziego (notabene do dziś nie ustalono kto to był), który tak niefortunnie "pomylił się"
wypełniając protokół? Co ciekawe również bramka Romana z tego meczu zaliczona była Ziomowi. Na szczęście odpowiedzi na
powyższe pytania nigdy nie poznamy.
05.07.2010
"Awans" do drugiej ligi
Lodołamacz vs. Łódka Bols (alias FC Teqila) 2-11. Bramki: Choda i Mumin. Niebawem małe
podsumowanie sezonu.
28.06.2010
Mistrzowska potyczka
Nie żeby aż tak wysoki był poziom konfrontacji z Formacją, ale to był akurat ten mecz,
gdzie na przeciwko siebie stanęli mistrzowie (bądź co bądź aktualni jeszcze): pierwszej i drugiej ligi. I uwaga -
do przerwy nie było wiadomo, kto której ligi był mistrzem, bo niespodziewanie 2-0 prowadził Lodołamacz (obie bramki
Sławka). Co się odwlecze, to... no wiadomo co przysłowie rzecze. Z 2-0 zrobiło się 2-5, a grający bez zmian piłkarze
Lodołamacza zamiast 3 punktów, zbierali z murawy resztki wyplutych płuc.
15.06.2010
Niczym Francja na Mundialu
Lodołamacz vs. FC Mickiewicza 1-4. Bramkę zdobył... ci co byli to widzieli:
kto i jaką efektowną ;)
08.06.2010
Sportowy weekend
KS Tęcza 3-5 (Szaman x2, Rycerz)
Szkoda Czasu 2-7 (Sławek, Mumin)
23.05.2010
Końcowe odliczanie
Lodołamacz vs. Copa Cabana 2-6 (0-1). W sumie nie taki zły mecz. Do
przerwy przyzwoita koncentracja w obronie, czasem jakieś zagrożenie bramki przeciwnika. W drugiej padły nawet gole:
Mańka i Szamana, a w tzw.
międzyczasie dwukrotnie poprzeczkę obił Mumin. Nie zmienia to jednak faktu, że przeciwnik był po prostu lepszy.
17.05.2010
Bukmacherzy nie przyjmowali zakładów
Lodołamacz vs. Skansen Sobieskiego 2-5 (1-3). Bramki: Kabacz x2... ale jakby do tego dodać
stu, a nawet dwustuprocentowe sytuacje Szamana i Kabacza, oraz to, że straciliśmy bramkę po karnym z kapelusza (teatralny
upadek napastnika Skansenu) to nie byłoby tak najgorzej ;)
09.05.2010
One man show
Lodołamacz vs. Pub Gryff 2-9. Bramki: Kabacz x2.
25.04.2010
Ale urwał ;)
Gdybyśmy wygrali z Boca Juniors to nawet pokusiłbym się o szczegółową relację z meczu.
Napisałbym jak to Lodołamacz wzniósł się na wyżyny umiejętności i pokonał lidera klasyfikacji wszechczasów Legionowskiej
Ligi Szóstek. Gdybyśmy wygrali nie omieszkałbym też szczegółowo opisać ozdoby spotkania i zarazem bramki kolejki. Napisałbym
jak Cygi dostrzegł wybiegającego przed zagapionych obrońców Boci Chmiela i zagrał doń idealnie w tempo wyśmienite krosowe
podanie. Nie zapomniałbym napomknąć jak Chmielu dostrzegł niepewność i zawahanie w oczach Dolara (bramkarza Boci), jak w
ułamku sekundy znalazł maluteńki skrawek niepilnowanej powierzchni bramki, oraz jak precyzyjnym, technicznym i zarazem
niesłychanie efektownym strzałem z voleya posłał tam futbolówkę. Gdybyśmy wygrali z pewnością skleiłbym parę zdań i o
drugim golu Chmiela, o trzecim (a dokładniej pierwszym w meczu) trafieniu Potfora, o tym, o tamtym. Gdybyśmy...
A zresztą... wynik 3-9 mówi sam za siebie.
28.03.2010
Gramy jak... zwykle
Nawet 3-0 po piętnastu minutach meczu z Canarinhos to za mało, aby Lodołamacz odniósł
pierwsze zwycięstwo... Tym samym notujemy kolejną - 10 w tym sezonie porażkę 5-7. Bramki: Kabacz x3, Maniek oraz Mrozek.
22.03.2010
Strzelanie do kaczek
Lodołamacz vs. Enen 2-11. Bramki: Choda, Kabacz
15.03.2010
Blamaż...
Lodołamacz vs. FC Teqila 4-9 (1-3). Bramki: Kabacz x3, Cygi